Parę dni temu od pani pedagog z liceum, do którego chodziłem, otrzymałem zaproszenie na wydarzenie akcji HDK. Przyjąłem je i postanowiłem, że się przejdę. W końcu nikt nie zabroni się przejść i pokazać. I właściwie nie planowałem tego, co zrobiłem. A dokładniej...
Może nie każdy zrozumie skrót HDK, czyli Honorowi Dawcy Krwi. Nie należę do nich, ale czy trzeba należeć, aby się krwią podzielić (stąd wampiry w temacie, hehe). Tak, dobrowolnie pozwoliłem ,by mi się przemiłe Panie wbiły w żyły. Właściwie nie było tak źle. W sumie było fajnie. I rzeczywiście czekoladę można otrzymać. Super. Lubię słodycze.
Właściwie to na wyniki i tak trzeba poczekać. A ja nie wiem, czy moja krew będzie przydatna, czy nie. Bowiem jeszcze nigdy krwi nie oddawałem, zatem był to mój pierwszy raz.
Prócz tego był też drobny incydent związany z moją uczelnią. Owszem, na początku pani z dziekanatu myślała, że w moich płatnościach jest błąd. A okazało się, że dziwne sumy to była opłata czesnego i gdzieniegdzie naliczone opłaty przez bank. Rok akademicki 2010/2011 się wyjaśnił, ale 2009/2010 - brakuje podobno jednej wpłaty. niby 9 miesięcy im wyszło (od października do lipca). W poniedziałek po raz kolejny będę to wyjaśniał, ech.
I wracając do ciekawszych tematów, to... Wczoraj złożyłem prace inżynierską w dziekanacie, a dzisiaj, nieplanowanie, musiałem siostrę o klucz od domu poprosić, bo ja ze sobą nie wziąłem i nie przewidziałem, że mama z tatą do Koła pojadą. Ale w sumie wyszło mi to na plus. Odwiedziłem przy okazji babcię, a jak już do siostry dotarłem, to potem w Empiku w Ferio kupiłem najnowszy tom z serii Ulysses Moore.
BTW. Jak coś to z samego momentu pobierania krwi mam zdjęcia. Są zatem dowody, że to zrobiłem (prócz faktu, że na rekach są ślady ukłuć).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz