Zapewne mama ma rację. Pewnie patrząc na to, że kolegom nie idzie zbytnio z pracami, ja ze swoją się nie spieszę. Chociaż właściwie nie mam jakoś psychicznego nastawienia do swojej pracy inżynierskiej. Może się jakoś wypaliłem? Może mnie to po prostu przerasta, przeraża... Ale fakt faktem może się nagle okazać, że tę jedną, ostatnią rzecz po prostu zawalę, a koledzy tym razem będą lepsi.
Teraz to pisząc mam też wątpliwości co do niektórych osób. Niby mogą mnie lubić i nie widać, aby coś im przeszkadzało we mnie. Ale jakby tak spróbować głębiej zajrzeć... Może nie każdy od razu daje mi znać, że jednak woli ze mną nie rozmawiać, nie spotykać się. Wystarczy przypadkowe spotkanie lub chociażby ta znajomość na takim FaceBook'u. Może za dużo oczekuję od ludzi, a sam nie daję im zbyt dużo od siebie. Może w głębi mnie leżą moje problemy i sobie po prostu nie radzę.
Albo zbyt bardzo swoje niepowodzenia przeżywam i czasem nawet po wielu latach nie potrafię o nich zapomnieć lub chociażby ignorować ich wpływ.
I chyba dopada mnie coś, co trudno nazwać, ale jak człowiek myśli mam 27 lat,lada moment będzie 30 i nic w życiu nie osiągnąłem wielkiego to chyba coś już jest nie tak.
Wielkim prawdopodobieństwem jest fakt, że mogę mieć problemy z obroną pracy, nawet jeżeli do wtorku będzie napisana. A ona musi do wtorku być oddana do dziekanatu (w twardej oprawie, w miękkiej, na płycie CD, ze zdjęciami i dowodami wpłat. A mam jeszcze dwa rozdziały do napisania. I sam sobie z nimi nie poradzę. Nie teraz.
W dodatku zaczął mnie boleć ząb, a dentysta, którymi 4 lata temu wyleczył zęby, już niestety ego nie zrobi.
sobota, 10 września 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz