Dzisiaj nastąpiło to wielkie otwarcie bulwarów w Koninie. Ogólnie to nie jestem z tym wydarzeniem jakoś specjalnie związany. Po prostu jest teraz w moim mieście miejsce do spacerów w pogodny, słoneczny dzień. Chociaż dzisiaj to słońca wcale nie było. Ale i nie padało, chociaż chmurki na to mogły wskazywać.
Właściwie to rzadko wychodzę z domu, ale tym razem nie tylko wyszedłem, ale też przy okazji namówiłem na to moich rodziców. I nawet nie planowałem jakichś specjalnych spotkań z ludźmi.
Spacerek po bulwarach zaczął się od strony parku Chopina w stronę mostu Toruńskiego (nazwanego dzisiaj przez jakiegoś profesjonalnego żartownisia mostem im. Rubika - bo podobno podczas jazdy samochodem wylatują kostki z nawierzchni). No i czym bliżej mostu, tym więcej ludzi.
Pierwszą znajomą osobą, którą spotkaliśmy, była ciocia (siostra mamy). Nawet mnie ot nie dziwi, że tam była. Troszkę się postało, zobaczyło przecięcie wstęgi i ogólnie pogadało. Potem rodzice poszli dalej na spacer, a ja na moment zostałem.
Tak, miałem jakiś cel w tym. Otóż w tłumie przy pierwszym przejściu przez tłum zauważyłem (ale nie rozpoznałem od razu) osobę, która od lat organizuje na moim osiedlu Dni Chorznia. Zatem, po odświeżeniu pamięci, postanowiłem się przywitać i pogratulować.
Tak, pogratulowałem pani U. M., że dostała się do Rady Miasta. Miałem to zrobić na ostatnich Dniach Chorznia, ale przeoczyłem ich datę. Teraz będę musiał sobie zapisać, że to wypada na ostatni weekend maja.
Kiedy znowu się zaczęło spacerowanie bulwarami, dołączyłem do rodziców (zdążyli zawrócić). I znowu w tłum. tym razem spotkałem kolejne znajome osoby.
Jeżeli się kogoś poznało na chacie regionalnego portalu, potem parę razy na karaoke się tę osobę spotkało, a potem skorzystało i odbyło się rozmowę o pracę, to potem się ma te znajomości. Tak, znajoma z chata oraz niedoszły mój szef też byli na otwarciu. Fakt, oboje są parę lat ode mnie młodsi, ale to szczegół.
Tutaj wtrącę, że gdyby pan D. nie był hetero, to bym chyba się z nim próbował umówić.
Kiedy spacerowanie już nas nieco znudziło (przybyliśmy przez 17, a ok. 18:30 już się nam znudziło lekko) napotkaliśmy panią poseł E. S.-D., o której od lat tata wspominał, jak jeszcze jeździł na spotkania partyjne lub większe spotkania Lewicy (i żałuję, że nie jechałem z nim, bo pewnie też bym miał zdjęcie z panią poseł J. S.).
Tutaj wspomnę, iż na billboradach, obok Piekarskiej i Napieralskiego, jest właśnie pani Elżbieta Streker-Dembińska.
Ogólnie miłe to wyjście z domu było. Nie narzekam. Obawiałem się jedynie konfrontacji z taką jedną osobą, która przez dziwny e-mail o moich artykułach o SL zerwał ze mną kontakt (przy okazji usuwając mój dział i odbierając mi dzień wcześniej uprawnienia administratorskie). Nie żałuję. Dzieciak nie dorósł nawet do przegranych wyborów do Rady Miasta.
A skoro już wspomniałem o Second Life. Wczoraj się okazało, że nie mogę moich wirtualnych pieniążków wypłacić z powodu negatywnego Risk Api. Zatem trzeba iść do PayPal, założyć konto i kartę kredytową zdobyć i podpiąć pod konto w SL. Ale nasz bankiet Jacek S. pomógł w wypłaceniu L$ i teraz czekam na poniedziałek, aż transakcja na realne konto realnych pieniędzy nastąpi. I wtedy pójdę na ostatnią część (druga część ostatniej części) Harry'ego Pottera. I znowu te cholerne okulary do 3D.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz