Jakiś czas temu rodzice mi oświadczyli, że ma przyjechać kuzyn z zaproszeniem na pewną imprezę. Oczywiście tata takim dość niezbyt ciekawym tonem to podkreślił. Przy okazji też mi powiedzieli rodzice, że kuzyn zasilił grono bezrobotnych (masowe zwolnienia, czyli standard w regionie).
Na drugi dzień przyjechał kuzyn ze swoją narzeczoną, wręczył zaproszenia, troszkę się pogadało i tyle. Oczywiście tata zaczął swoje standardowe narzekania, że nie lubi wesel itp. Jednak najbardziej wkurzające jest to, że akurat na to wesele też narzeka, chociaż ja uważam, że w tej sytuacji powinien obowiązkowo się wybrać. Przynajmniej ta część rodziny pamięta o naszej części rodziny i kontakty są utrzymywane.
Dla wyjaśnienia. Tata mojego kuzyna to brat mojej mamy, a ogólnie jest ich czwórka rodzeństwa (ciocia opiekuje się dziadkami, a drugi z wujków to nie wiem co robi - taka lepsza część rodziny).
Dobra. Będzie wesele, czyli trzeba mieć garnitur i prezent. 4 dni temu przymierzyłem owe moje wdzianko i... po 8 latach spodnie są za ciasne. Kamizelka już wcześniej była za mała. Marynarka na upartego jeszcze pasuje. No nic. Trzeba i tak nowy kupić. Koszulę do niego też. Problem w tym, że nawet na dziadka za mały jest garniak, a dziadek wcale ode mnie większy nie jest. Masakra.
Zatem widać, że ten cały ślub i wesele kuzyna nie wygląda szczęśliwie. Ani dla nas, ani dal niego. Po prostu złe zgranie w czasie. A ja mam jeszcze do opłacenia egzamin dyplomowy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz